Kiedy zaczynałeś współpracę z Żabką, zakładałeś, że to tylko na jakiś czas, czy od razu widziałeś się w przyszłości w roli franczyzobiorcy?

Artur Olszewski, Franczyzobiorca z Gdyni: Początkowo nie. Plan pojawił się dopiero z czasem. Od początku podobał mi się system pracy w Żabce, dobrze się w nim odnajduję. W ciągu kilku lat pracowałem w kilku punktach, pod okiem różnych franczyzobiorców, co pozwoliło mi zdobyć sporo doświadczenia. Już samo to, że te sklepy były w różnych częściach miasta, sprawiło, że miałem okazję nauczyć się reagowania na różne potrzeby konsumentów. Wszędzie jednak najważniejsze było to, aby klient wyszedł od nas zadowolony.

Co sprawiło, że byłeś gotowy na kolejny krok w rozwoju kariery?

A.O.: Rękę do tego przyłożyła moja narzeczona, która uważa, że marzenia same się nie spełniają, więc trzeba im pomóc. I muszę przyznać, że ma rację. Poznaliśmy się, kiedy byłem sprzedawcą. Zadała mi wtedy jedno pytanie: „Na co jeszcze czekasz?”. Dotarło do mnie, że to jest ten właściwy moment. Miałem przecież doświadczenie na stanowisku sprzedawcy i kierownika, więc doskonale wiedziałem, na czym ta praca polega.

Masz ogromne doświadczenie za sobą, więc pewnie wiesz, co jest najważniejsze, by w tej branży odnieść sukces. Na co będziesz stawiać, by tak się stało?

A.O.: To jest rok wyjątkowych rocznic. Żabka świętuje otwarcie sklepu przez 11-tysięcznego franczyzobiorcę, a ja – 10 lat w sieci. W tym czasie przekonałem się, że najważniejsze jest dbanie o wizerunek sklepu. O to, by klient wychodził z myślą: „Tu jest fajnie, znalazłem to, czego potrzebuję, w dodatku sprzedawca za kasą jest sympatyczny”. To sprawia, że ludzie chętniej wracają – doceniają miejsca, w których są kojarzeni i gdzie mają z kim pożartować. Wówczas zwykły wypad po bułki na śniadanie dla dziecka czy jogurt do pracy zamienia się w przyjemne doświadczenie. Dlatego zależy mi na stworzeniu właśnie takiej atmosfery, aby klienci zamiast mówić: „Chodźmy do Żabki na rogu”, zaczęli mówić: „Chodźmy do Artura”. Bardzo chciałbym taki standard utrzymać przez cały czas prowadzenia sklepu. Z doświadczenia wiem, że to jest możliwe, więc zamierzam nad tym pracować. Mam sklep w bardzo ruchliwym miejscu, ale poznałem już wielu mieszkańców z okolicy, którzy cieszą się, że jest tu moja Żabka.

Jakiego typu masz klientów? To przede wszystkim mieszkańcy czy może też turyści, którzy latem odwiedzają Pomorze?

A.O.: Pierwszy sezon wakacyjny dopiero przede mną, ale podejrzewam, że pojawi się wielu turystów, bo to jednak centrum miasta. Póki co poznałem już sporo mieszkańców i pracowników z lokalnych punktów usługowych. Klienci sami chętnie się przedstawiają, mówią, gdzie mieszkają albo przyznają, że tylko tu pracują, ale przy okazji deklarują, że chętnie będą do mnie zaglądać. Cieszą się, że to miejsce zyskało nowe życie. Wielu z nich bowiem mile wspomina dawny sklep, który kiedyś znajdował się tutaj. Mam nadzieję, że kiedyś i o mnie będą tak samo dobrze mówić.

Jakim kluczem będziesz dobierać współpracowników?

A.O.: Zespół miałem niemal w komplecie już przed otwarciem sklepu. Jednym z istotniejszych elementów jest dla mnie atmosfera. Jak się współpracownicy lubią, to przyjemniej się pracuje. Ale to nie oznacza, że nie jestem
wymagający. Stawiam na umiejętność samodzielnego myślenia, rzetelność i dokładność. Pracowałem w różnych sklepach, więc wiem, jak zoptymalizować pracę, zorganizować magazyn i podzielić obowiązki między sprzedawców z obu zmian, aby sklep właściwie funkcjonował, a pracownicy nadal mnie lubili. Zależy mi na tym, abyśmy się wzajemnie szanowali, na pewno nie chciałbym w ich oczach uchodzić za tego, który tylko wydaje polecenia. Pracuję ramię w ramię z nimi, więc wiem, że do pracy przychodzą z uśmiechem i mam nadzieję, że tak pozostanie (śmiech). Zresztą, przeszli już ze mną towarowanie przed otwarciem, więc przekonałem się, że to ekipa, jakiej życzyłby sobie każdy franczyzobiorca.

Poprzedni
Następny